Polska - organizm drążony własnym wirusem

Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Jestem dumny z Polski. W mikro skali - z mojej rodzinnej historii, i w szerszym pojęciu - z historii Polski. Niektórzy bliscy znajomi uważają, że za bardzo. Bo to jakoś ostatnio stało się niemodne wśród ludzi myślących. I ja to rozumiem.

Jestem dumny z polskości, ale - dla zupełnej jasności - nie uważam, że Polacy są w czymkolwiek lepsi niż inni. Poza siatkówką naturalnie. Oczywiście też nie gorsi. Moja duma z Polski jest na zupełnie innym biegunie niż uprzedzenia, agresja, nienawiść, anty-inność.



Przyjaciele drwią sobie ze mnie nazywając mnie z uśmieszkiem "patriota" a ja mam coraz mniej argumentów żeby z nimi polemizować. Postawa patriotyczna jest dziś w środowisku ludzi myślących po prostu niemodna.

No bo niby dlaczego ma być modna? Zdewaluowało się to pojęcie podobnie jak zdewaluowało się pojęcie Solidarności. Chyba już tylko Bono i U2 pamiętają , że Solidarność i Biało-Czerwona to nierozerwalne wartości.

Dzisiaj być polskim patriotą to być kim? Jednym z tych - że powtórzę za Radkiem Sikorskim - łysych łbów ? Jednym z tych demonstrujących przeciwko XXI wiecznym emigrantom faszyzujących kiboli którzy kopią przechodniów idących w inną stronę niż oni? Widziałem tą scenę na własne oczy, w warszawskich Alejach Jerozolimskich. Kopali ludzi, popychali, lżyli. Kogo popadło, kto szedł w innym kierunku. Ci właśnie obrońcy polskości.

Dziś Polska wzbudza skrajne emocje wśród własnych mieszkańców. Jesteśmy skłóceni, zawistni, nienawidzimy się, knujemy przeciwko sobie, podstawiamy sobie nogi, szykujemy na siebie pułapki, chwytamy się najbardziej prostackich argumentów, najbardziej spiskowych teorii, najbardziej populistycznych obietnic, kłamstwa, oszczerstwa - wszystkiego - żeby postawić sąsiada, adwersarza, w gorszym świetle, żeby dobić przeciwnika.

Moje emocje związane z moim Krajem są równie skrajne. Od dumy po wstyd, od wstydu po zadowolenie od zadowolenia po zażenowanie. Czyli tendencja spadkowa.

Wstydzę się kiedy widzę jak pod zablokowanym Sejmem walą przechodzących ludzi kijkami po głowach a policja nie przepędza napastników. Wstydzę się za ich prostactwo i za nieudolność Państwa.

Wstydzę się, kiedy widzę w TV szefa jednego ze związków który dumnie oświadcza, że ktokolwiek nie wygra wyborów, to jak nie będzie grzeczny to "dostanie pod dupie " a reporter telewizji traktuje to jako rzecz naturalną, prowadzi dalej rozmowę bez śladu zdumienia.

Wstydzę się, kiedy widzę w każdym większym polskim mieście demonstracje kibolo- faszystów grożących śmiercią , zniszczeniem, w najlepszym razie pobiciem i gwałtem. Idą bez przeszkód. I znowu wstydzę się za policję, za Państwo. Za nich już nie.

Wstydzę się i boję się kiedy czytam Normana Daviesa, który komentując nastroje społeczne w mojej Polsce stwierdza , że..." mechanizmy widoczne dzisiaj są podobne do tych, które były obecne w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. Faszyzoidalne, chociaż na razie nie ma elementu przemocy".

Wstydzę się kiedy mówi się o moim Kraju za granicą - ale i w domu - źle, cynicznie, przewrotnie, kłamliwie. Kiedy mówi się tak o ludziach, którzy - jak wynika z badań - w 81 % są zadowoleni ze swojego życia w Polsce.

Ale za chwilę zmieniam nastrój. Z rosnącym zadowoleniem zaczynam obserwować zmianę w sposobie mówienia o Kraju, spójny głos Polski podczas posiedzenia w ONZ aby nazajutrz kryć zażenowaną twarz w dłoniach czytając, że oto "Polska wstała z kolan".

Rankiem znowu zaczynam z chwiejną nadzieją podnosić głowę czytając o "coming -oucie" polskiego księdza.

Z nadzieją: tak wielki , tak silnie katolicki naród z pewnością będzie w stanie pozytywnie i postępowo - więc historycznie tak po polsku - podejść do tej sytuacji.

Że jak już często bywało, od tego polskiego impulsu coś się znowu zmieni na lepsze, na bardziej cywilizowane, na uczciwsze. Z wiarą, że nie zlinczujemy tego księdza niczym prymitywny tłum sprzed 2 tysięcy lat.

Z przekonaniem, że jak zwykle będziemy pierwsi. Pierwsi w polskiej XI - XV wiecznej tolerancji witając przyjaźnie emigrantów.. Pierwsi z ustanowieniem swobód, z uwłaszczeniem, pierwsi z uchwaleniem konstytucji, pierwsi walczący o wolność innych, pierwsi i jedyni nie ulegający Niemcom, pierwsi zrzucający komunizm, pierwsi budujący z sukcesem nowe, naprawdę własne państwo.

Pierwsi w mądrej tolerancji. Wierzę w to i zaczynam znowu być dumny.

Czekam na reakcje, pierwsze komentarze, mądre, wyważone.

Niestety. Znowu wstyd.

Oglądam pierwszoplanowe postaci polskiej sceny politycznej.
I co słyszę? Słyszę , że w zimny , cyniczny i wyrachowany sposób, czystym faszystowskim językiem straszy się " cholerą z wysp greckich, dezynterią z Wiednia, różnego rodzaju pasożytami, pierwotniakami, które nie są groźne w organizmach TYCH ludzi, a mogą tutaj być groźne".

Słyszę to i znowu jest mi wstyd za moje Państwo, za to że z urzędu takie wystąpienia nie są ścigane, za to że dziś już wszystko można- bezkarnie szczuć ludzi, szerzyć strach, promować nienawiść.

Przecież o wiele groźniejszy od wiedeńskiej dezynterii, greckiej cholery, pasożytów, pierwotniaków i nosicieli tyfusu sprzed 1939 roku jest nasz własny polski wirus, który toczy nas , drąży,zjada, niszczy.

Wspominam cytowanego powyżej Daviesa i tracę resztki nadziei.

To już nie jest wstyd. To jest przerażenie.

Nie jest łatwo być patriotą w Polsce.
Trwa ładowanie komentarzy...