Polski gen niższości a sprawa Tuska

Czy naprawdę Polska skazana jest na wieczne średniactwo? Czy polski kompleks niższości, gen nienawiści, bylejakości, równania w dól i lekceważenia najbliższych sąsiadów już zawsze będzie określał nasz poziom cywilizacji?

Donald Tusk został "Prezydentem" Unii Europejskiej.


Obserwuję z coraz bardziej podniesionymi brwiami komentarze polskich elit politycznych, dziennikarzy i internautów - czyli widzę tutaj jakąś średnia, jakiś obraz światopoglądowy Polski 2014.

I jestem przerażony tym co widzę.

Podam 2 przykłady. Dwóch Polaków, którzy w ostatnim miesiącu zajęli stanowiska medialnie bardzo eksponowane .

Pierwszy to piłkarz Pan Robert Lewandowski.

Chłopak stereotypowo niestety niepolski. Młody, podobno przystojny, zdolny, szybko się uczący, bez kompleksów posługujący się niedawno poznanym językiem niemieckim, szukający kontaktu z otoczeniem.
Już w Dortmundzie zarysowała się przepaść pomiędzy polskimi zawodnikami w BVB.
Panowie Piszczek i Błaszczykowski wyraźnie separowali się od Lewandowskiego, ich chłodne relacje były tematem niejednego artykułu prasy sportowej i niesłusznym tłumaczeniem porażek polskiej reprezentacji.
Nie potrafię zrozumieć dlaczego trzech fantastycznych POLSKICH zawodników grających w NIEMIECKIEJ drużynie nie potrafi współpracować ze sobą, wspierać się i budować "polską jakość" w drużynie w której byli chyba największą grupą narodową.
Kiedy spytałem się jednego z dostojników PZPN o co właściwie chodzi, usłyszałem niewiarygodne wytłumaczenie ; " Robert wybrał opcje niemiecką , zaprzyjaźnił się z niemieckim kolegą z drużyny".

Czyli o co chodzi? Że się uczył niemieckiego? Że dawał wywiady? Że chciał jak najszybciej uzyskać narzędzia do bycia jeszcze lepszym, jeszcze bardziej profesjonalnym? Że stara się wyskoczyć ponad średni poziom?
Kiedy pokonywał kolejne bariery, kiedy wznosił się wyżej i wyżej w światowej piłce, kiedy wreszcie podpisał kontrakt z najlepszą dziś drużyna piłkarską na świecie - pozytywnych komentarzy było na lekarstwo.
Łatwiej było napisać typowo polskie ; " za kasę strzela a w reprezentacji to co " ?
Zamiast wspierać go po podpisaniu kontraktu z Bayernem i dodać mu pewności siebie, łatwiej jest napisać ;" po co on tam idzie, nie poradzi sobie, będzie siedział na ławce, niech siedzi tam gdzie jest ".
Łatwiej i milej. Typowo po polsku kreślono złe scenariusze w nadziei że się ziszczą i że chłopakowi powije się noga.

Dziś Robert Lewandowski ma 26 lat, z samej pensji zarabia 9 milionów euro rocznie. Zmienia opinie Niemca o Polakach tak jak zmieniał to pojęcie Adam Małysz. Obaj zasługują na najwyższe ordery.
Lewandowski odchodząc z Borussi do odwiecznego rywala Bayernu dostał od swoich dortmundzkich kibiców owacje na stojąco. Od swoich niemieckich kibiców.
Na Stadionie Narodowym w Warszawie - przywitały go gwizdy.


Drugi przykład to Pan Donald Tusk.

Od siedmiu lat w polskim domu zmaga się z obelgami , kalumniami, oszczerstwami, oskarżeniami o zdradę, Wermacht, morderstwo smolenskie i jeden Bóg jeszcze wie o jakie inne potworne zbrodnie.

Zmuszony do gry w zbijanego zorganizowanej na prymitywnie kibolskich zasadach unika jak może fruwających piłek lekarskich pełnych bezgranicznej, cynicznejj nienawiści.
W tym samym czasie, konsekwentnie i zawodowo buduje pozycje Polski w Europie.
Krok po kroku.
Naturalnie nikt tego nie docenia, nie widzi, nie wspiera. Jeśli już, to wręcz przeciwnie - lekceważy, ośmiesza, podważa wagę osiągnięć, kpi z poziomu angielskiego i bezpardonowo niszczy.

Donalda Tuska można naturalnie nie lubić. W końcu to nie Rosja. Można mieć wiele zarzutów, można mieć dość  7 letniej obecności twarzy Premiera w mediach, jego mało histerycznej retoryki. To może irytować.

Można też być zawiedzionym, że przez te 7 lat z Polską można było zrobić więcej, działać odważniej, bardziej ryzykować - ale zmieniać.
Mnie samemu blisko jest do tej grupy, która chciałaby zmian szybszych, gospodarczych, światopoglądowych, bardziej wyrazistych cięć, zmian trudniejszych do "odkręcenia".

Ale nie mogę zrozumieć jak można nie docenić historycznego wyboru Polaka na najwyższe stanowisko w Europie.

Jakim cudem można pozwolić sobie na niewykorzystanie tego faktu do budowania - także w Polsce - dobrego wizerunku naszego kraju?
Zbudowania dobrej samooceny Polaków?
Jak można wpaść na pomysł oświadczenia, że " będziemy rozliczać Tuska z tego co zrobi dla Polski "? Jak można tak nisko oceniać swoich własnych rodaków, żeby wmawiać im że szef Rady Europy który ma przecież działać w interesie zjednoczonej Europy ma coś " załatwić Polsce" ?

Jak można próbować manipulować opinią publiczną, w tak prostacki sposób, żeby wmawiać Polakom że "co to za wybór, co to za stanowisko", stawiając pytanie "czy Luksemburg w istocie zyskał na tym, że ma we władzach swojego przedstawiciela" ?
Jak można nie widzieć , że na "polizbońskiego" przewodniczącego Rady Europy po raz pierwszy wybrano Premiera dużego, europejskiego kraju, sąsiada zaatakowanej przez Rosję Ukrainy?

Jak można nie udzielić takiemu wyborowi największego możliwego wsparcia ?

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że naród z niską samooceną łatwiejszy i bardziej podatny jest na - cytując tutaj mojego prywatnego klasyka - "plebejskie" próby manipulacji, polaryzacji i zaszczepienia kibolskiej nienawiści.

Jednak ze zdumieniem oglądam i słucham złośliwostek dziennikarzy, dyskusji i krótkowzrocznych, cynicznych oświadczeń posłów i europosłów. Obserwuję stanowiska pełne lekceważenia, zawiści, prób zdewaluowania tego tak niezwykle korzystnego i ważnego wyboru dla Polski.

Są na szczęście nieliczne przykłady śladów zdrowego rozsądku.

Jednym z niewielu , którzy pozytywnie zaskoczyli jest Pan Paweł Piskorski .
Delikatnie rzecz ujmując Pan Piskorski nie jest wielkim zwolennikiem Premiera Tuska ale pomimo tego - zachował najwyższą klasę.
Pogratulował wyboru Panu Tuskowi , i darując sobie osobiste wycieczki, vendetty, złośliwości, oszczerstwa , małostkowości i zwykłe polskie zaprzaństwo - docenił wagę tego wyboru i korzyści jakie niesie ten wybór dla wszystkich nas.
Trwa ładowanie komentarzy...