O autorze
Ukończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz piszący w prasie, pracowałem w TVP, prowadziłem Festiwal Muzyki Polskiej w Opolu, wiele programów w TVP – od kulturalnych, przez sportowe po rozrywkowe. Współtworzyłem wydawnictwo Świat Książki, zarządzałem pierwszym polskim kanałem telewizji płatnej Canal + Polska , otworzyłem największe polskie kino wielosalowe - Kinepolis. Mam 2 świetne córki. I hałaśliwego psa który wygrywa ze mną w biegach krótko i długodystansowych.

Sezon na Powstanie część 2. Treblinka

3 sierpnia 2104 roku. Niedziela. Rocznica Powstania w Obozie Zagłady w Treblince. 71 rocznica. Na stronach internetowych i "jedynkach" gazet ani śladu o tym wydarzeniu. Nic. Słowa. Króluje nowe wyobrażenie o publicystyce rozrywkowej ; Jest Pan Korwin Mikke, jest reakcja kościoła na mądre słowa Księdza Lemańskiego w Jarocinie, są billboardy PIS o taśmach i sitwie. Dwa dni po 70 rocznicy Powstania Warszawskiego.

Do Treblinki, spod Synagogi Nożyków przy placu Grzybowskim wczesnym rankiem odjeżdża nieduży autobus "śledzony" przez ambulans medyczny. Większość pasażerów autobusu przekroczyła 80 -tkę dobre kilka lat temu. Najważniejszy pasażer na pokładzie ma już 91 lat. Jak co roku - zjawia się w Treblince w towarzystwie swojej żony Ady.



Zapraszam do swojego samochodu Rabina Schudricha, młodego studenta Yeshivy - Kubę z Częstochowy i Stevena dzięki któremu znalazłem się w tym skromnym korowodzie.
Rabin Schudrich to postać wyjątkowa. Charyzmą, poczuciem humoru, błyskotliwością, cierpliwością i ciepłem mógłby obdzielić jeszcze kilku Rabinów a zostałoby mu w sam raz tyle, żeby w dalszym ciągu sprawować urząd Naczelnego Rabina Polski. Odbiera telefon co kilka minut. Za każdym razem ktoś ma do niego nie cierpiącą zwłoki sprawę.
Kuba okazuje się być wyjątkowo skromnym młodym człowiekiem, przyszłym Rabinem jak sądzę, czego mu bardzo życzę.
O Stevenie z Kalifornii już pisałem we wcześniejszych tekstach - w dalszym ciągu pogłębia wiedzę o swoich warszawskich korzeniach, których specyficzna kulturę odnalazł tak niedawno.

Jest plus 35 stopni, słońce w zenicie, w moim samochodzie oczywiście wysiada klimatyzacja. Pomimo tego podróż upływa bardzo szybko. Dużo rozmów , opowieści pełnych dystansu i humoru pozwala zapomnieć o rozpalonym powietrzu.

Ostatnie 6 kilometrów drogi przed Treblinką to chwila próby. Wyboista ,zaniedbana i zniszczona droga sprawia , że wiekowi pasażerowie autobusu podskakują, kiwają się i odbijają od siebie jak na rollercoasterze. Jak bańki-wstańki. Odbicie Rabina Schudricha co chwila znika mi ze wstecznego lusterka. Dobrze , że ambulans w dalszym ciągu podąża za autobusem.

Tuż przed obozem do naszego korowodu przyłączają się się jeszcze samochody turystów z Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii. Narażeni na siniaki i awarie amortyzatorów docieramy pod blaszany kontener, który pełni rolę kasy biletowej. Takich turystów, przyjeżdża tutaj wielu. Na pewno będą pamiętać tor przeszkód , który trzeba pokonać aby stanąć pod obskurnym blaszakiem.
Zastanawia mnie, czy tak trudno jest wyasfaltować ostatnią nitkę drogi prowadzącą do obozu i zamiast blaszanego pawilonu postawić skromny przeszklony pawilon?

Po wyjściu z autobusu i samochodu wszyscy powoli udają się pieszo - podpierając się laskami, podtrzymując za ręce - na polanę pełną granitowych stożkowatych menhirów. Wrażenie niesamowite. Widok setek skamieniałych niby - postaci, piekące słońce i cisza.

Najważniejszy pasażer nazywa się Samuel Willenberg. Jest ostatnim żyjącym więźniem Treblinki. Nie jednym z ostatnich - ostatnim. Ma 91 lat. Bez zastanowienia przemierza kilka tysięcy kilometrów, żeby się tutaj znaleźć. Pełen wigoru, energii, pasji.
Dociera na środek polany. Z żoną Adą siedzą w palącym sierpniowym słońcu na drewnianych krzesłach u stóp wysokiego pomnika - menhiru postawionego na środku polany, na której Niemcy zbudowali Obóz Zagłady dla Warszawy i okolic. W miejscu gdzie obok Janusza Korczaka zamordowano i spalono ponad milion osób a ich prochy rozsypano po tej polanie i okolicznych lasach. Każdy krok tutaj to stąpanie po czyjejś mogile.

Willenbergowie przekomarzają się, raczą uszczypliwościami, trzymają się za ręce.
Pani Ada , oświadcza, że w dalszym ciągu, już od 66 lat zastanawia się, czy dobrze zrobiła że wyszła za Samiego. - był taki przystojny, niebieskie oczy, pełen życia, fantazji- opowiada rozbawiona.
- To ten polski gen ! - mowi roześmiany Philip Bialowitz, więzien obozu w Sobiborze.
- Siadaj tutaj - Samuell pokazuje krzesło Philipowi - nie mów do mnie po żydowsku, mów po polsku. - śmieją się i poklepują po plecach. Mają po 90 lat.

Uroczysta ceremonia jest krótka i skromna. Na polanie może 100 osób, w tym kilku japońskich, holenderskich, francuskich i brytyjskich turystów.

Wspaniale przemawia prof. Paweł Śpiewak, jak zwykle mądrze i z klasą głos zabiera Ksiądz Lemański, który po mimo ataków za Jarociński wywiad, następnego ranka stawia się na polanie Treblinki. Spotkanie kończy krótką modlitwą Rabin Schudrich.

W powrotnej drodze ,brnąc przez widoczne niemal od ukropu powietrze Samuel wspomina swoją historie. Przypomina takiego naszego Forresta Gumpa - wszędzie walczył, gdzie się dało, gdzie posłało go życie. Po buncie i ucieczce z Treblinki, dołączył do Powstania Warszawskiego, walczył na barykadach Śródmieścia Południowego w oddziale batalionu Ruczaj. Został rzeźbiarzem. Jego rzeźby stoją także w Pałacu Prezydenckim, w 2003 można je było zobaczyć na wystawie w warszawskiej Zachęcie.

Samuel Willenberg . Ostatni żyjący wiezień Treblinki.

Tego dnia w Treblince nie było żadnego oficjalnego przedstawiciela władz. Nikogo.
Trwa ładowanie komentarzy...