O autorze
Ukończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz piszący w prasie, pracowałem w TVP, prowadziłem Festiwal Muzyki Polskiej w Opolu, wiele programów w TVP – od kulturalnych, przez sportowe po rozrywkowe. Współtworzyłem wydawnictwo Świat Książki, zarządzałem pierwszym polskim kanałem telewizji płatnej Canal + Polska , otworzyłem największe polskie kino wielosalowe - Kinepolis. Mam 2 świetne córki. I hałaśliwego psa który wygrywa ze mną w biegach krótko i długodystansowych.

Afera taśmowa? Jaka afera ?

Pamiętam taką scenę z filmu "Analyze This! " z Robertem De Niro i Billym Crystalem. W wersji polskiej - "Depresja Gangstera". Rzecz dzieje się we włoskiej restauracji. Sowa po włosku to Civetta, a wiec scena z restauracji Da Civetta:

De Niro ze swoimi kolegami - gangsterami siedzą przy stole i zauważają w drugim końcu sali spasionego włoskiego gangstera - najwyraźniej z innej rodziny.



Towarzystwo De Niro nie szczędzi mu inwektyw ;
- Zobacz, jest ten spasiony skurwiel - stwierdza wybralyntowany kuzyn DeNiro. Inni mu wtórują - Pieprzony grubas, spasiona parówa.
De Niro na to - No tak. Kawał grubego kutasa - i dodaje z uśmiechem - Chodźcie się przywitać.
Wstają od stołu i z uśmiechem wpadają sobie z grubasem w ramiona - Giancarlo ! Kochany! Jak sie masz ?? Long time no see!

Co mi to przypomina? Nagrania od Sowy? Rozmowę Panów Sikorskiego z Rostowskim? Czy może "Kawa na Ławę" z TVN 24?
"Kawa na Ławę" jest co prawda odwrotnym odbiciem tej sceny, ale to w zasadzie jeszcze gorzej.
W "Kawie" goście obrzucają się inwektywami i odwodzą od czci przed kamerami starając się chociaż na moment przeciągnąć słupki opinii publicznej na swoją stronę.
Poza zasięgiem kamer - Panowie poklepują się po plecach i umawiają się na wódeczkę.

Takie zachowania jakoś nikogo nie dziwią. Nikt nie obrusza się na poziom dyskusji w "Kawie", na zażarte wymiany inwektyw w "Kropce". Nikt nie podnosi larum, że co to za poziom, co za styl, co za słowa! Interesujące - dlaczego?

Czy dlatego, że widzowie - i sami aktorzy - wiedzą, że " na żywo " to teatr, komedia, rozrywka, reality show i nieprawda a dopiero te potajemnie nagrane stwierdzenia pokazują, że tak po prostu jest na co dzień?
Nie wiem. Ale widzę , że owo larum podnoszą w mediach głownie sami aktorzy, których słuchamy i oglądamy każdego dnia.

Widzowie i słuchacze - raczej nie. Nic już nas nie zdziwi. I całkiem słusznie zresztą. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że polityka to specyficzna gra. Gra pozorów. Nikt nikomu nie każe się lubić - w ogóle nie ma takiej kwestii - ale każe dbać o swoje interesy. Bezwzględnie. Wszelkimi możliwymi środkami.

Czy sankcje UE wobec Rosji przeszkadzają Francuzom sprzedawać statki, podpisywać kontrakty na reaktory atomowe, zasiadać w radach i zarządach rosyjskich spółek energetycznych, kupować rynek Danonowi? Nic bardziej mylnego.

Biznes kwitnie w najlepsze, a Dominique Strauss-Khan - jeszcze niedawno widowiskowo zdjęty z ciemnoskórej pokojówki - spokojnie zasiada w radzie banków i funduszy rosyjskich kontrolowanych przez strategiczny rosyjski koncern Rosneft . Zajada w najlepsze kolacje z Putinem siedząc ramie w ramie z byłym prezydentem Sarkozym. Tym samym Sarkozym, który broniąc swojej prezydentury - podobno - wyrwał go z ramion mało zresztą ponętnej Nafissatou Diallo.

Takie są zasady gry po prostu , i chociaż - proszę mi wierzyć - nie łatwo mi to przechodzi przez gardło to muszę powiedzieć ; uczmy się od Francuzów. Francuzów, którzy wspierają przede wszystkim swój biznes, swoje firmy, swoich biznesmenów. We własnym kraju i poza nim. Wszelkimi możliwymi środkami. W polityce tylko to się liczy.

Rozmawia się tylko z silnymi.

Czy warszawskie przemówienie Baracka Obamy oznacza, że amerykański żołnierz chętnie i już zawsze położy kark za biało-czerwoną? Nic bardziej błędnego. Położy, będzie musiał położyć tylko wtedy, kiedy okaże się to opłacalne dla Ameryki.

Szanse na taki układ geopolityczny są niewielkie. Tutaj chyba wszyscy zgodzimy się ze skróconą ze względu na formę, ale jednak bardzo trafną analizą Ministra Sikorskiego.
Tymczasem więc staramy się wykorzystać przemówienie Obamy w jak największym stopniu do chwilowego umocnienia pozycji Polski w Europie.

Nie na długo co prawda, bo tak zwaną "aferą taśmową" czy też brzozą smoleńską sami sobie tę pozycje w Europie osłabiamy ugruntowując XVII-wieczną rosyjsko - niemiecką doktrynę polityczną przedstawiającą Polskę jako kraj nieprzewidywalny, wiecznie skłócony, zapatrzony w wewnętrzne wojenki, których nikt poza nami nie rozumie.I nikogo to nie obchodzi. Ale to już temat na następny tekst.

Wracając do stylu.
Bądźmy uczciwi - czy chcielibyśmy żeby większość naszych rozmów przy piwie, winie czy wódce była nagrana i opublikowana? Czy byłyby to wymiany zdań pełne kwiecistych zwrotów, porównań, odwołań do historii, mitologii, filozofii, encyklik? Czy język byłby godny Miłosza, Szymborskiej, Tisznera czy nawet…TLove? Nie byłby. Czy to dobrze? Nie. Wolałbym , żeby było inaczej. Ale na razie - jest jak jest.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji po publikacji większości odcinków serialu
"Nocne Polaków Rozmowy" pozamykałaby rozgłośnie i stacje telewizyjne z powodów obyczajowych.

Wiec czym tu się ekscytować? Treścią? Stylem ? Po co ta hipokryzja?

Bardziej interesująca wydaje się odpowiedź na pytanie ; kto dozuje te skrawki rozmów i jakim cudem trwa to tak długo?
Trwa ładowanie komentarzy...